Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miasto. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miasto. Pokaż wszystkie posty

sobota, 19 maja 2018

8. Zesłanie.

Nie wiem czy wracam. Przejeżdża stary tramwaj numer 60, akurat jesteśmy na moście. Ja idę po lewej, on po prawej stronie. Rzeka tego wieczoru wydaje się ogromna, bije od niej chłód i ciemność ślizgająca się po falach. Idę bliżej barierki. Chmury wiszą nisko nad miastem. Idziemy powoli. Ulice wciąż takie same ale ja z każdym dniem kocham je coraz bardziej. Cicha obecność kamienic, na wpół uchylonych okien i zamkniętych przed światem podwórek. 
Rozmawiamy. Myśli przelatują mi przez głowę, prawie je słyszę. Zupełnie jak jaskółki nad kościołem Najświętszej Marii Panny. Ludzie krążą jak krew po ulicach, ulicach, ulicach. I wieczór taki cichy, idziemy piechotą niedopowiedzeń, niedospojrzeń, niedodotknień. 
"Nie wiem dlaczego idziemy" odpowiedziałabym gdyby ktoś zapytał. Ale dobrze, że nie pyta nikt bo myślę zupełnie coś innego. Chciałam go zobaczyć właśnie w maju, który już nie jest tak ciepły, może jest bardziej tajemniczy i spłukany deszczem. I pyta się - co jeszcze mi powiesz? Nic więcej - nie mogę. 
Dziś Zesłanie. Przyjdź do nas jak mocny oddech, jak wiatr z gór jeszcze chłodnych śniegiem, jak deszcz spłukujący pyłki do kałuż. Jak pies umieram z tęsknoty i czekam pod drzwiami, czuję Twoją Obecność choć Cię nie widzę wcale. Może zaczekam gdzieś między starymi ścianami mojego miasta, zaczekam na nowy dzień, który wypełni Twoje światło. 



Kiedy wydaje się, że wszystko się skończyło, wtedy dopiero wszystko się zaczyna. 
J. Twardowski

piątek, 14 kwietnia 2017

4. Bez przed i potem.

Alternatywne scenariusze pisane codziennie na nowo, te same porównania, te same metafory. 
Gloryfikacja cierpienia jest zaprzeczeniem gloryfikacji Jezusa. 
Wielkopiątkowe popołudnie wypełnione łaską.
Serce swoim rytmem mocno upewnia mnie, że warto wierzyć w ludzi.
Łaską spokoju, równego oddechu, pogłaskanych włosów, ciepłych skarpetek, pluszowego misia. Trochę to wszystko jak proza Virginii, a zatem zanurzam stopy w strumieniu myśli, o dziwo woda jest letnia a kamienie suche, chrzęszczą jak drewno gdy stawiam kolejne kroki. 
Pierwsze dni wiosny, łąka jeszcze nie zielona ale stopy znów bose i oddech nierówny. Drzewa - milczący świadkowie.
Uczniowie moi, uczenniczki drogie,
ze szkół dla umysłowo niedorozwiniętych...
I Chrystus pod postacią chleba. 
Akrylowe farby na rękach i na twarzy.
Dziewczyno pod wieczornym zamkiem nad rzeką w błękitnym obłoku dymu z nogami wiszącymi nad rzeką jak z obrazu Édouarda Maneta o czym myślałaś gdy patrzyłaś tak na drugi brzeg myślałaś może że dalszej części już nie będzie że to tak po prostu się skończy chciałaś być choć trochę mniej samotna w tym obłoku gdy płynęłaś potem potokiem parku patrząc podejrzliwie na księżyc ogromnie duży paląco jasny a ty znów w jasnym obłoku...
Oddech przyspieszony, tak jak serce. Ręce. Nadtopiony księżyc, cienie na ścianach, sosnowe deski.
Noc śmierci, która zmieniła wszystko. Dzisiaj najważniejsza nie jest Męka, ale Miłość.
Już wieczór. Zimno.
Lecz Ty co znasz ptaki po kolei
i buki złote
wiesz że jeśli miłość to tak jak wieczność
bez przed i potem

 
 

niedziela, 19 marca 2017

2. Boso po śniegu.

Początek marca. Góry, który nauczyły mnie chodzić i uczą mnie żyć. Marcowe słońce, idę w krótkim rękawku, odbite od śniegu światło przenika mnie na wylot. Przykryty bielą las zaczyna się budzić, w żyłach strumieni pod lodem zaczyna pulsować woda ze śniegu. Pojawiło mi się kilka ledwie widocznych piegów na nosie. Kiedy wychodzimy z lasu na polanę otula nas wiatr z południa, od Tatr spływających lodowym światłem i kłębiącymi się chmurami nad zębami szczytów. Kładziemy się na suchej plamie trawy, która już wydostała się spod śniegu. Zakładam czapkę bo mam wrażenie, że ten ciepły wiatr przewieje mnie na wylot, i zdejmuję buty. Staję bosymi stopami na śniegu jakby zrobionym z cukru i czuję parzący ogień lodu, szybko wbiegam na trawę i obracam wzrok w prawo na Samotną Górę, na której pewnego wrześniowego poranka oglądałam z Wami wschód słońca. Poszczekuje pies, który jest czystą radością. Zasypiam na trawie ze stopami wyciągniętymi w kierunku Tatr zrobionych ze szkła.

Wczoraj nad naszym miastem przeszła pierwsza wiosenna burza. Szliśmy właśnie koło zamku kiedy z zachodu nadciągnęły granatowe chmury i niebo rozbłysło nad kamienicami. Kiedy byliśmy na ulicy S. nagle otwarło się niebo i po dachach, kamieniach i ludziach spłynęła rzeka wody. Schowaliśmy się szybko w bramie i patrzyliśmy jak deszcz tańczy falami w świetle kołyszącej się latarni. Ta wiosenna burza powiedziała mi, że może czasem wiersze o miłości nie są tak całkiem bez sensu.